Recenzja Shozy Hibiki

 

Brzmienie



Źródła wykorzystywane podczas testów: Audioheaven Z6,Cyberdrive EX-2, Samsung Galaxy S7, Shozy Alien+, xDuoo X2, xDuoo X3.

Przed opisem brzmienia warto wrócić do opisywanej wcześniej sprawy nakładek. Shozy Hibiki są bardzo wrażliwe na odpowiednie uszczelnienie ucha – wszelkie nieszczelności szybko zmieniają ich brzmienie na bardziej rozmyte i wyprane z dynamiki. W moim przypadku tipsy z zestawu nie pozwalały na właściwą izolację, więc zmieniłem je na silikony od słuchawek Ostry KC06A. Prócz lepszego ułożenia w kanałach, oferują one tulejki o wąskich wylotach, co przybliża tony średnie. Wrażenia dźwiękowe opisuję właśnie z użyciem tych zmienionych tipsów.

Bas jest podbity, choć nie aż tak jak w przypadku siostrzanego modelu Zero. Jego charakter jest jednak wybitnie rozrywkowy, stawiający głównie na mocniejszy i dłużej wybrzmiewający mid-bas, aniżeli na najniższe tony. Daje to lepsze poczucie pulsowania dołu, co przekłada się na jego łatwiejszy odbiór oraz skłania do tupania nogą w rytm muzyki. Zróżnicowanie tego pasma nie należy do najlepszych, przez co ma się poczucie nieco matowego przekazu w tym zakresie. W pewnym sensie wynagradza to ciekawa akustyka, dającą wrażenie, że bas wnika w głąb sceny, co tworzy nietypowe w tym zakresie cenowym poczucie namacalności dźwięków. Niestety, podbity dół ciągnie się dość blisko średnicy, po czym zalicza szybki spadek, by zaraz znów wrócić do góry. Zapewne miało to na celu jak największe wyeliminowanie rozlewania się basu po pozostałych rejestrach, ale jednocześnie przyciemnia to przekaz i trochę dusi dynamikę. O ile muzyka pop czy trance wypadają całkiem dobrze, to np. w klasyce instrumenty operujące w tym zakresie sprawiają wrażenie leniwych i za mocno przeciągniętych w stronę średnicy, jakby nie do końca dobrze zestrojonych.

Tony średnie są wycofane i przyciemnione, jednak dobierając odpowiednio nakładki do słuchawek, można wyciągnąć z nich sporo dobrego. Wyraźny wpływ basu na średnicę daje jej sporo ciepła, a dźwięki wybrzmiewają długo i mocno. Tworzy to przyjemny klimat w spokojnych gatunkach, takich jak poezja śpiewania czy szanty. Mocne uderzenia gitary akustycznej czy drżenie strun harfy sprawiają naturalne wrażenie, kojarzące się z kameralnymi koncertami w piwnicach starych zamków czy kościołów. Nieco przytłumiona wyższa średnica, mająca ułatwić odsłuchy, jednocześnie daje dziwnie sztuczne wrażenie np. w nowoczesnym popie czy jazzie. Beaty są spłaszczane, brakuje im wypełnienia, a saksofon jest zduszony i chudy.

Takie zestrojenie ciekawie wpływa na wokale. Są one dość mocno zaznaczone, ale nigdy przesadnie agresywne. Co prawda mocniejsze głosy męskie stają się trochę nosowe, jednak nie w takiej skali, by przeszkadzało to przy odsłuchach w ruchu. Natomiast śpiew kobiecy ma w sobie tyle intymności i łagodności, że po prostu bardzo przyjemnie się go słucha, mimo oczywistego przekłamania. Co ważne, wokale praktycznie nie cierpią na sybilację.

Tony wysokie wychodzą z wyraźnie cofniętej wyższej średnicy, na chwilę wysuwają się na przód, by zaraz znów opaść. Takie pofalowanie może dawać i większą wyrazistość muzyce i przesadną gwałtowność w przypadku utworów z mocniej zarysowanymi sopranami. Z uwagi na to, dobrze wydają płyty, w których góra stanowi tło, a nie kwintesencję brzmienia. Świetnie potrafi wypaść chillout, gdzie pulsujący bas i łagodna średnica są dopełniane przez żywą górę, ale już koncerty skrzypcowe pozostawiają wiele do życzenia – jest mocno, instrumenty są bliskie, ale przez gwałtowne zmiany poziomów i nie najlepsze rozciągnięcie, brakuje tu życia, a całość wypada po prostu sztucznie.

Szczegółowość jest, jak na ten pułap cenowy, przeciętna. Ani nie zachwyca, ani nie rozczarowuje. Biorąc pod uwagę strojenie słuchawek można się nieraz zaskoczyć, że dostajemy dość sporo informacji, mimo wyraźnych wahań w poszczególnych pasmach. Nie są to jednak detale podawane prosto w twarz, lecz kryjące się za muzykalnością.

Scena to już wyraźny plus. Nie jest nadzwyczaj szeroka, ale posiada wyraźną głębię, a muzyka nie trzyma się środka głowy, ale raczej otacza słuchacza. Jednocześnie ma się wrażenie gęstości i przestrzeni, co jest bardzo rzadko spotykane w tej cenie. Robi to dobre wrażenie zwłaszcza przy wspomnianych wcześniej spokojniejszych gatunkach jak poezja śpiewana czy chillout. Wystarczy wieczorem siąść w fotelu (domowym lub w pociągu) i dać się wciągnąć. Poszczególne plany przenikają się nawzajem, przez co holografia jest raczej rozmyta, ale w połączeniu z głębią, potrafi to dać przyjemny, nieco oniryczny klimat.

Pod względem doboru źródła najważniejsza jest jedna cecha – aby dobrze akcentowało ono tony średnie. Bez tego Shozy Hibiki mogą się trochę dusić w tym zakresie, co da sztuczny, kartonowy przekaz instrumentów i wokali. Wśród testowanych przeze mnie źródeł, o dziwo najsłabiej wypadł Alien+ tego samego producenta, który nie podciągnął średnicy (bo gra raczej równo), a dodatkowo dodał ostrości na sopranach. Za to bardzo dobre wrażenie wywarły Cyberdrive EX-2 oraz xDuoo 2, które, mimo że ciepłe, to dociążały tony średnie oraz łagodziły górę. Jeśli dołożyć do tego dobry bas, to w obu przypadkach wyszła ciekawa kombinacja. Xduoo X3, Audioheaven Z6 oraz Samsung Galaxy S7 to propozycje „pomiędzy” – niby jest dobrze, ale w X3 góra potrafi mocno zaiskrzyć, przy Z6 basu jest za dużo, a w Samsungu trochę brakuje mocy.

Wśród konkurentów Hibiki na myśl od razu przychodzą dwa modele: Shozy Zero oraz KZ ZST. Ten pierwszy jest tańszy o 20 złotych od Hibiki, ale oferuje znacznie dojrzalsze i bardziej spójne brzmienie właściwie w każdym zakresie. Na rzecz nowszego produktu Shozy przemawia za to wykonanie, wymienny kabel oraz nowoczesny wygląd. KZ ZST to znacznie mniejszy wydatek niż Hibiki, ale kupując droższe słuchawki otrzymujemy właśnie lepsze ZST – solidniej wykonane i ze zdecydowanie lepszym kablem. Samo brzmienie jest podobne, choć Shozy lepiej sobie radzą jako słuchawki uniwersalne, do każdego rodzaju muzyki, podczas gdy KZ są bardziej ograniczone, głównie przez charakter basu.

Jeśli szukamy grania bardziej neutralnego od Hibiki, ale nie szukamy nowości, odpinanego kabla, ani nie przeszkadza nam klasyczny sposób zakładania słuchawek, to za mniejsze pieniądze można kupić Brainwavz M1 czy Soundmagic E10. Wybierając dźwięk analityczny, do krytycznych odsłuchów, lepszym wyborem okażą się za to MEE Audio M6 Pro.

 

Podsumowanie



Shozy Hibiki to nie słuchawki wybitne, dźwiękowo słabsze od siostrzanych Zero, przez co sprawiają wrażenie, że trochę dopłaca się za logo AAW. Jeśli jednak spojrzeć na wartość dodaną w postaci jakości wykonania (zarówno samych słuchawek, jak i wymiennego przewodu), a także dodać nowoczesny wygląd sugerujący produkt z wyższej półki, to cena 219 złotych nie wydaje się zaskoczeniem.

zdjecie

 

Mimo że mam wrażenie nieco zmarnowanego potencjału przez kontrowersyjne strojenie przetwornika, to na pewno można się z Hibikami polubić. Nie należy jednak ich traktować jako słuchawek uniwersalnych w brzmieniu, gdyż falowania w poszczególnych pasmach są wyraźne i trzeba dobrze dobrać zarówno muzykę, jak i źródło, aby wydobyły one z siebie pełnię możliwości i pozwoliły zauroczyć słuchacza kolorowym dźwiękiem.

Zalety:
+ jakość wykonania,
+ wymienny i solidny kabel w zestawie,
+ nowoczesna estetyka,
+ ciekawa scena.


Wady:
– bardzo skromne wyposażenie,
– źle dobrane nakładki do słuchawek,
– wahania we wszystkich zakresach dźwięku.

 

Strona 2 z 212

272 0

dodaj komentarz

Każdy komentarz musi zostać zatwierdzony zanim pokaże się na stronie.

Jak dodać własny avatar do komentarza?

Imię/Nick (wymagane)

E-mail (wymagany)

Strona WWW

Treść komentarza (wymagana)

Subscribe without commenting

Recenzje w przygotowaniu
  • Astell&Kern AK70 MKII / XB10
Facebook
Sponsorzy
hegel


fonnex

Partnerzy
audiomagic.pl


mp3store


mp3store


progreso


forum

Sonda

Co powinniśmy testować najczęściej?

Pokaż wyniki

Loading ... Loading ...
Newsletter


Korzystając z serwisu akceptujesz politykę cookies