Recenzja Philips Fidelio M1

Po teście genialnych głośników SoundSphere z rodziny Fidelio przyszedł czas na słuchawki. Na pierwszy ogień poszedł nauszny, zamknięty model M1, który kusi designem. Tylko czy brzmienie dorównuje wyglądowi?

Philips mierzy w popularny segment przenośnego audio – słuchawek z wyższej półki, które mają oferować znacznie lepsze brzmienie i wyjątkową stylistykę. Na Zakupku pojawiło się już wiele recenzji takich produktów: Beyerdynamic Custom One Pro, Phiaton MS300 i MS400, Focal Spirit One, Sennheiser Momentum lub Beyerdynamic T70p – wiele z nich doczekało się rekomendacji.Teraz do tej samej grupy pretendują właśnie Fidelio L1 i M1.

Philipsy zyskały duży rozgłos na forach internetowych, a ich premierę poprzedziła dla wielu smutna informacja o rezygnacji Philipsa z produkcji urządzeń audio. Zdziwiłem się i żałowałem, w końcu Philips to marka rozpoznawalna, którą w audio poznałem dzięki tanim modelom słuchawek, brzmieniowo mogącym konkurować ze znacznie droższymi konstrukcjami (warto wspomnieć kultowe SHP5401). Okazało się, że produkcją urządzeń audio-wideo zajmie się teraz inna firma o rodowodzie azjatyckim, ale nadal pod marką Philipsa. Trochę szkoda, ale z drugiej strony dzięki temu produkowane są Fidelio.

Opakowanie i wyposażenie



Jak przystało na produkty tego typu M1 kuszą stylistyką już od samego rozpakowywania, dostarczane są bowiem w czarnym i mrocznym pudełku z przyciemnianymi grafikami i kontrastowymi czcionkami. Otwiera się zdejmując pokrywę – słuchawki znajdują się w dokładnej formie, wyłożonej cienkim materiałem. Formę unosi się za pomocą wstążeczki, a skrywa ona pod spodem przewód słuchawkowy oraz pokrowiec – cienki, aksamitny, ale solidny, zaciskany na sznurek i wzbogacony logo producenta i modelu, w centralnej części. Oprócz tego znajduje się tam jeszcze ulotka prezentująca walory słuchawek i reklamująca inne modele Fidelio. Nieźle, ale przydałby się sztywny futerał, oferowany często przez konkurentów.

foto
foto

Jakość akcesoriów jest bardzo dobra. Przewód wpinany jest we wtyk słuchawek, wiszący na kilkucentymetrowym odcinku kabla – ma on oplot ze sztucznego materiału, nie jest zbyt gruby, ale prezentuje się świetnie – jest estetyczny i idealnie współgrają z wyglądem słuchawek. Pokrowiec jest raczej cienki i nie wydaje się zbyt solidny, ale jako ochrona przeciwkurzowa sprawdzi się z pewnością. Jego środkowa warstwa jest dodatkowo wyłożona delikatnym i śliskim materiałem – słuchawki na pewno się od niego nie pobrudzą.

Konstrukcja i stylistyka



Zgodnie z ideą tego segmentu audio warto zacząć od stylistyki – Fidelio M1 prezentują się świetnie. Dominuje czerń z grafitowymi akcentami metalu, ale w wielu miejscach pojawiają się również białe oznaczenia modelu i slogany typu „High Definition”. Stylistyka jest mroczna, elegancka, poważna, ale jednocześnie dynamiczna i nowoczesna – ostre kształty, wzory i wyraźne szwy materiałów dodają im agresji, zadzioru. Stylistyka jest wręcz grobowa, nie wiem czy nie przesadzono w tę stronę, ale kolorystyka z pewnością pozostała uniwersalna. Design kierowany jest raczej do ludzi młodych, ale nie najmłodszych. Uważam, że efekt jest bardzo dobry – słuchawki przypominają mi trochę Grado z przyszłości. Podobają mi się i z chęcią pokazywałbym się z nimi na ulicach.

Fidelio M1 to słuchawki nauszne – nauszniki nie są w środku otwarte, opierają się bezpośrednio na małżowinie. Pady w środkowej części mają siateczkę, która nie jest wypełniona gąbką (zabezpiecza ona przetwornik) w formie obwarzanka, ale znajduje się dookoła kopułki. Obszyta jest ona przyjemną w dotyku i solidną sztuczną skórą. Tylna strona kopułek prezentuje okrągłą wypustkę, z karbowanym wzorem i małym otworem, obrobionym metalowym pierścieniem służącym jako odpowietrzenie komory, który reklamowany jest jako bass-reflex, choć moim zdaniem to trochę za mała średnica otworu na efekt zwiększenia basu, nie zmieściłaby się tam nawet główka zapałki – nawet zatkanie ich palcami nie wpływa na brzmienie.

Widełki zamocowane śrubami mają pierścieniowy kształt i otaczają dokładnie okrągłą obudowę słuchawek. Pozwalają na ruch o ponad 90 stopni (kopułki można złożyć na płasko) oraz ruch pionowy – niewielki, ale wystarczający. Regulacja rozmiaru działa w oparciu o mechanizm suwakowy – na metalowym pałąku zawarta została linijkowa skala pozwalająca na precyzyjną, skokową regulację w przedziale 6 stopni (po cztery skoki na każdy stopień).

foto

Właściwa część pałąka jest prawie w całości pokryta sztuczną skórą, mocno zszytą, w miejscu styku z głową wypełniona delikatnie gąbką. Tuż przy mechanizmie regulacji, od wewnętrznej strony znajduje się plastikowa plakietka z oznaczeniem kanału. Skóra pałąka nie jest obrobiona od jego zewnętrznej strony – nie ma tam plastikowego zabezpieczenia. Efekt jest ciekawy, lekko surowy, ale to miejsce wygląda na wrażliwe – należy uważać, żeby go nie naderwać, chociaż prezentuje się całkiem solidnie. Wykonanie jest ogólnie bardzo dobrej jakości, trudno jednak ocenić trwałość materiałów, szczególnie oplotu kabla, który jest podatny na ścieranie.

foto
foto

Strona 1 z 3123

6 351 1

Komentarze

Posiadam słuchawki od kilku miesięcy więc mogę dorzucić coś od siebie na ich temat. Co do konstrukcji i stylistyki – słuchawki są solidne, trzymając je w rękach nie ma się wrażenia że zaraz się rozpadną 🙂 wykończenie jest na wysokim poziomie, aczkolwiek jest jedna wada, która strasznie mnie irytuje. Zarówno w jednej jak i drugiej słuchawce, na krawędziach poduszek puściło łączenie, które musiałem sklejać już kilkukrotnie. Oryginalny klej jest dość słaby, a zakładki na tyle małe, że wytrzymałość tego elementu jest dość niska.
Oprócz tej wady, nic nie stuka, nie lata, wszystko jest bardzo dobrze spasowane. Można się co najwyżej przyczepić kabla, który jest bardzo sztywny (bo opleciony materiałem) i przez to nieco niepraktyczny.
Z upierdliwości, przynajmniej w moim przypadku, bo mam sporą głowę, można jeszcze wymienić to, że przy dłuższym słuchaniu w miejscu gdzie pałąk opiera się o głowę, zaczyna ona po prostu boleć. Pałąk jest metalowy i posiada jedynie obicie z ekologicznej skóry, a to najwidoczniej za mało.
Regulacja wysokości jest bardzo dobra, odpinany kabel również się przydaje – nie raz już zaczepiałem gdzieś kablem i gdyby nie to, to słuchawki leżałyby na ziemi.

Co do dźwięku to wydaje mi się, że jest nieco przebasowiony, bardzo ciepły, dlatego lepiej używać je z jasnymi źródłami. Bas nie jest punktowy i czasami dominuje nad pozostałymi pasmami, ale taki urok tych słuchawek. Mi po przesiadce ze starych, jasnych słuchawek, przypadł do gustu charakter tych Philipsów. Czuje się w nich ciężar muzyki. Totalnie nie nadają się natomiast do muzyki klasycznej itp, w której bas zabija całą resztę.
Słuchawek używam głównie jako portable i do tego celu nadają się wyśmienicie. Dość dobrze wygłuszają otoczenie, niestety kosztem tego, że mamy w nich efekt kroków. Nie mają też wielkich wymagań co do źródła. Pewnie trzymają się na głowie, jednak latem mogą być uciążliwe, bo grzeją uszy.

Squesher 2015-03-23 15:55

dodaj komentarz

Każdy komentarz musi zostać zatwierdzony zanim pokaże się na stronie.

Jak dodać własny avatar do komentarza?

Imię/Nick (wymagane)

E-mail (wymagany)

Strona WWW

Treść komentarza (wymagana)

Subscribe without commenting

Recenzje w przygotowaniu
  • Burson Conductor Virtuoso
  • Double Helix Fusion Complement 4
  • Estron Linum 2-pin Music
Facebook
Sponsorzy
hegel


fonnex

Partnerzy
audiomagic.pl


mp3store


mp3store


progreso


forum

Sonda

Co powinniśmy testować najczęściej?

Pokaż wyniki

Loading ... Loading ...
Newsletter


Korzystając z serwisu akceptujesz politykę cookies